Rozmowa z Anną Niewiadomską, bankowcem z wykształceniem polonistycznym, pasjonatką ogrodu i wszystkiego, co związane z roślinami, autorką instagramowego konta @ogrodowe_l_o_v_e
Proszę powiedzieć, skąd wzięło się Pani zamiłowanie do ogrodu? Czy był on obecny w Pani rodzinnym domu?
Od zawsze nosiłam w sobie miłość do natury. Już jako mała dziewczynka zagospodarowałam fragment ogrodu mojej babci wyłącznie dla siebie – pieliłam go, podlewałam i sadziłam rośliny. To właśnie wtedy narodziła się moja pasja do ogrodnictwa. Choć wychowałam się w bloku, od zawsze marzyłam o własnym domu i ogrodzie – w tej właśnie kolejności. Może brzmi to nieco przewrotnie, ale najpierw pragnęłam mieć swój kawałek zieleni, a dopiero później dom. Z czasem udało mi się spełnić to marzenie. Od 15 lat mieszkam na podwarszawskiej wsi, gdzie wraz z domem mam także 1000-metrowy ogród, który stał się moją przestrzenią do odpoczynku, pracy i realizowania pasji.
Jak opisałaby Pani styl swojego ogrodu?
Mój ogród trudno zamknąć w ramach jednego stylu. Nie jest ani formalny, ani angielski, nowoczesny czy barokowy. Najbliżej mu do przytulnego, rustykalnego ogrodu pełnego swobody, kolorów i bujnej roślinności. Rosną w nim rośliny dobrze znane z polskich, wiejskich ogrodów – floksy, orliki i rudbekie, które przeplatają się z bardziej eleganckimi brugmansjami, daliami i begoniami. Obok brzóz i świerków swoje miejsce mają także zwyczajne tuje, doskonale sprawdzające się jako zimozielone tło dla pozostałych nasadzeń. Nie mogło zabraknąć również sadu i warzywnika, bo właśnie takie połączenie, ozdobnego ogrodu z użytkową częścią, najlepiej oddaje charakter miejsca, które stworzyłam. To ogród naturalny, pełen życia i dokładnie taki, jaki zawsze chciałam mieć.
Co daje Pani największą satysfakcję w uprawie kwiatów i roślin?
W weekendy wstaję bardzo wcześnie. Parzę kawę i ruszam na spokojny spacer po ogrodzie. Delikatnie muskam rośliny, dotykam liści, przyglądam się nowym pąkom i kwiatom. Obserwuję, jak ogród zmienia się z dnia na dzień i jak żyje własnym rytmem. Chłonę tę wyjątkową atmosferę, ciszę przerywaną śpiewem ptaków, poranne światło i spokój, który trudno znaleźć gdzie indziej. Towarzyszy mi też ogromna satysfakcja ze świadomości, że sama stworzyłam tę przestrzeń. To właśnie te chwile dają mi energię i pozwalają z nową siłą wejść w kolejny tydzień pracy. Mój ogród nie zawsze jest idealny, ale mimo to niezmiennie mnie zachwyca. I chyba właśnie w tej naturalności tkwi jego największe piękno.
Jakie rośliny kocha Pani najbardziej i dlaczego?
Kocham rośliny spektakularne o intensywnych barwach, wyrazistym charakterze i nieco bardziej wymagającej naturze. Choć ich uprawa bywa czasem wyzwaniem, potrafią zachwycić i stworzyć w ogrodzie niezwykły klimat. Do moich ulubionych należą pachnące brugmansje, jaskrawe lantany oraz pełne uroku dalie. Bardzo cenię także begonie, koleusy i hosty, które pięknie uzupełniają rabaty swoją różnorodnością form i kolorów. Od niedawna szczególne miejsce w moim ogrodzie zajmują również powojniki. Posadziłam je w miejsce pnących róż, które w ostatnich latach coraz częściej przemarzały i chorowały. Powojniki okazały się doskonałą alternatywą – są efektowne, wdzięczne i wnoszą do ogrodu lekkość oraz romantyczny charakter.
Czy ma Pani swoją „królową ogrodu”?
Uważam, że każda roślina ma swoje miejsce w ogrodzie. Każda jest potrzebna i każda wywołuje inne emocje. To właśnie ta różnorodność sprawia, że ogród żyje i nieustannie się zmienia. Kiedyś byłam przekonana, że prawdziwymi królowymi mojego ogrodu są datury. Dorastały nawet do trzech metrów wysokości i osiągały imponujące rozmiary. Gdy obsypywały się setkami kwiatów, ich intensywny zapach unosił się po okolicy do tego stopnia, że wieczorami przechodnie zatrzymywali się przy ulicy, próbując odgadnąć, co tak pięknie pachnie. Dziś brugmansji nie mam już w swoim ogrodzie. Ich zimowanie z czasem stało się zbyt dużym wyzwaniem. Ich miejsce zajęły jednak inne rośliny, równie wyjątkowe na swój sposób. Bo w moim ogrodzie każda roślina jest królową w swoim czasie. Wtedy, gdy kwitnie, zachwyca kolorem lub roztacza swój zapach. Nawet skromna, niepozorna maciejka potrafi wieczorem stać się najpiękniejszą ozdobą ogrodu.
Jakie miejsce w Pani ogrodowej kolekcji zajmują dalie? Wiem, że już wcześniej uprawiała je Pani z dużą pasją, a po latach ponownie do nich wróciła. Skąd ta wyjątkowa sympatia właśnie do tych kwiatów?
Pierwsze dalie pojawiły się w moim ogrodzie piętnaście lat temu. Dostałam je od teściowej – wspaniałej, ciepłej osoby, która podobnie jak moja mama, chętnie dzieliła się ze mną swoimi roślinami i ogrodniczą pasją. Wcześniej właściwie nie znałam tych kwiatów. Jednak gdy po raz pierwszy zakwitły w moim ogrodzie, całkowicie skradły moje serce. Od razu poczułam, że idealnie wpisują się w styl, który kocham najbardziej. Dalie są piękne, pełne kolorów i niezwykle efektowne. Trudno przejść obok nich obojętnie – wręcz domagają się uwagi i przyciągają wzrok swoją urodą. A właśnie takie rośliny cenię w ogrodzie najbardziej. 🙂
Czy dalie są bardziej wymagające niż inne kwiaty ogrodowe?
Zdecydowanie tak. Dalie wymagają wprawdzie więcej pracy i uwagi, ale wszystko wynagradzają swoim spektakularnym kwitnieniem. Aby w pełni pokazały swoje piękno, trzeba poświęcić im czas, a więc wykopywać karpy na zimę, odpowiednio je przechowywać, wiosną ponownie sadzić, pamiętać o palikowaniu i regularnym usuwaniu przekwitłych kwiatów. Jednak efekt, jaki tworzą latem i jesienią, jest absolutnie wart tego wysiłku. W najlepszym „daliowym” okresie miałam w ogrodzie ponad 50 odmian tych roślin. Sadziłam je wszędzie, zarówno na rabatach, jak i w donicach. Ich kolory, formy i energia całkowicie odmieniały ogród. Nasze kilkuletnie rozstanie wynikało przede wszystkim z tego, że daliom trzeba zmieniać miejsce uprawy. Pozostawione przez lata na tych samych rabatach zaczynają chorować i tracą swoją urodę. Tak właśnie stało się u mnie. Z czasem przestały zachwycać tak jak dawniej. Dziś jednak wracam do nich z ogromną radością. Poszerzyłam rabaty specjalnie z myślą o daliach i posadziłam aż 24 nowe odmiany. Teraz z niecierpliwością i lekkim drżeniem serca czekam na moment, gdy ponownie zakwitną.
Kiedy pomyślała Pani: „chcę pokazywać ogród w internecie”?
Kilka lat temu zauważyłam, że coraz więcej osób pokazuje na Instagramie swoje piękne miejsca i codzienność. Pomyślałam wtedy, że może również mogłabym dzielić się swoim ogrodem w internecie, a przy okazji pisać o tym, co kocham. Zawsze lubiłam pisać, choć wcześniej nie miałam zbyt wielu okazji, by rozwijać tę pasję. Kiedy 6–7 lat temu zaczynałam prowadzić swój profil, słowo pisane miało w mediach społecznościowych równie duże znaczenie jak zdjęcia. Można było opowiadać historie, dzielić się emocjami i budować relacje z ludźmi poprzez codzienne obserwacje oraz doświadczenia związane z ogrodem. I właśnie wtedy całkowicie wciągnął mnie ten świat. Polubiłam być częścią social mediów, poznawać ludzi o podobnych pasjach i inspirować się nawzajem. Dzięki temu mój ogród stał się nie tylko miejscem odpoczynku, ale też przestrzenią do dzielenia się swoją wrażliwością i kreatywnością.
Czy media społecznościowe zmieniły sposób, w jaki patrzy Pani na swój ogród?
Z ogromną przyjemnością obserwuję ogrodnicze profile innych twórców. Zachwycają mnie ogrody w najróżniejszych stylach, od naturalnych i rustykalnych po nowoczesne i minimalistyczne. Czasem coś podpatrzę, czegoś pozytywnie pozazdroszczę, a niektóre pomysły czy rozwiązania inspirują mnie do wprowadzenia zmian także w moim ogrodzie. Media społecznościowe nie są jednak pryzmatem, przez który tworzę swoją przestrzeń. Mam własny styl, któremu pozostaję wierna od lat, i dobrze wiem, że to, co pokazujemy w internecie, jest jedynie niewielkim fragmentem rzeczywistości. Najczęściej publikujemy zdjęcia wtedy, gdy ogród wygląda najpiękniej, a więc jest zadbany, wypielony, pełen kwiatów, a trawa świeżo skoszona. Tymczasem prawda jest taka, że każdy bujny ogród wymaga ogromnej ilości pracy, czasu i zaangażowania. Te idealne kadry to tylko krótkie momenty uchwycone pomiędzy codziennymi obowiązkami. Warto mieć świadomość, że świat mediów społecznościowych nie zawsze odzwierciedla rzeczywistość. I dobrze o tym pamiętać, oglądając nawet najpiękniejsze ogrody w internecie.
Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu profilu o ogrodzie?
Prowadzenie profilu na Instagramie traktuję jako miły dodatek do mojego codziennego życia. Lubię pokazywać swój ogród, dzielić się doświadczeniami i rozmawiać z innymi pasjonatami ogrodnictwa. Nie ukrywam też, że ogromną radość i satysfakcję sprawia mi moment, gdy ktoś docenia moją pracę i zachwyca się ogrodem, który stworzyłam. Jednocześnie wiem, że profesjonalne prowadzenie konta w mediach społecznościowych, niezależnie od tematyki, wymaga dziś naprawdę dużego zaangażowania. To nie tylko robienie zdjęć czy nagrywanie filmów, ale także ciągłe zdobywanie wiedzy o aplikacjach, trendach i nowych rozwiązaniach technologicznych. Do tego dochodzi potrzeba inwestowania w coraz lepszy sprzęt oraz nadążania za stale zmieniającymi się algorytmami. To wszystko sprawia, że prowadzenie social mediów bywa wymagające i momentami trudne. Mimo to nadal daje mi dużo satysfakcji, bo dzięki temu mogę dzielić się swoją pasją i poznawać ludzi, którzy kochają ogrody tak samo jak ja.
O czym marzy Pani jako twórczyni i ogrodniczka?
Poprosiłabym przede wszystkim o więcej deszczu i mniej wiosennych przymrozków, które potrafią w jednej chwili zniweczyć wiele miesięcy pracy ogrodnika. Nie miałabym też nic przeciwko temu, by moja działka odrobinę magicznie się powiększyła. Każdy ogrodnik doskonale wie, że na nowe rośliny miejsca nigdy nie jest za dużo. A jeśli mogłabym dodać coś jeszcze, to życzyłabym sobie trochę bardziej łaskawego algorytmu Instagrama. 🙂 Z całą resztą poradzę sobie już sama.
Zdjęcia: archiwum https://www.instagram.com/ogrodowe_l_o_v_e

Przez 18 lat redaktorka prowadząca fachowych czasopism florystycznych („Katalog Florysty”, „Florysta”, „Kwiaty do Ślubu”, „Ślubne wiązanki i dekoracje” oraz „Florystyka Funeralna”). Autorka kilku tys. artykułów i wywiadów. Pełne bio.

















